piątek, 31 maja 2013

Kolejny bieg z pracy za mną.

I tym razem posiłkowałem się batonem specjalistycznym oraz napojem izo.Trochę wkurza mnie, że faszeruję się jakimś badziewiem i docelowo chcę tankować czyste, naturalne i proste paliwo, ale brakuje mi wiedzy i może wyobraźni,więc sięgam po sprawdzone.
(A może wystarczyłaby bułka z bananem lub cokolwiek lekkostrawnego?)
Batona wziąłem dla odmiany waniliowego, ale nie był zbyt smaczny plus jego konsystencja przypomina coś pomiędzy twardą gumą do żucia a równie twardą chałwą.

 Niemniej warto było zjeść to coś gdyż dobrze mi się biegało i zrobiłem trzy bieżnie, z czego pierwsze koło we wcześniejszym spokojnym, acz rozbujanym tempie, drugie szybciej odrobinę, trzecie jeszcze rażniej, a ostatnią prostą wziąłem na zachowawczego maksa. Miło czuć w sobie rezerwy mocy i je wykorzystywać.

Po takim wysiłku, wracając z bieżni, aby odciążyć ciężkie już mięśnie łyd, próbowałem (musiałem sprawdzić czy "u" zamknięte o zgrozo) różnych metod biegu; bokiem, bokiem z przekładaniem, tyłem i od razu lepiej nóżki się czuły.

Brakuje mi arbuza.
Może on jakoś uzależnia?
Mam zamiar kupować go przez całe wakacje i dłużej, aż zniknie z półek lub z horyzontu porfela.
Mam zamiar go również jeść.
Ach arbuzie, kiedy cię znów doświadczę...?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz