środa, 22 maja 2013

między 3 a 4 km



A wczoraj mój Mężuś mnie zaskoczył. Rano przy śniadaniu podjął temat biegania, tylko stanęło na tym, że przez próby do spektaklu poza Wrocławiem raczej dopiero w sobotę znów uda mi się pobiegać. Dobre i to pomyślałam. Temat zamknięty, aż tu nagle... Przyjechał po mnie Mężuś z dzieciaczkami abyśmy szybciej razem po mojej pracy byli i mówi do mnie w aucie- Chcesz kanapkę, jest w plecaku. Jasne, że chciałam. Otwieram plecak, a tam oprócz kanapki strój do biegania. Ale NIESPODZIANKA. Zatem bez rozgrzewki, szybko pojechaliśmy do Parku Zachodniego. Znów szybkie przebieranie w aucie i w trasę. Buzi buzi. A ile mam czasu- pytam Mężusia. A on na to, że do 17, czyli jakieś 25 minut. Super.

Dobrze, gotowa, start. W parku jest trasa oznakowana, ale nie wiem gdzie jest początek, a jestem blisko końca, więc biegnę szukając początku mijając strzałki kierujące mnie w przeciwną stronę i biegaczy biegnących dokładnie w przeciwnym kierunku. Udało mi się dobiec do początku, a kiedy go znalazłam pobiegłam od początku do  powiedzmy końca. Trasa liczy 2 km (dokładnie 1905 m), ale że mój bieg był dziwną plątaniną, ale za to w dobrym całkiem szybkim tempie i biegłam w sumie 20 minut, to myślę, że przebiegłam między 3 a 4 km.

Mimo, że nie rozciągałam się po biegu, żadnych zakwasów nie mam.

Dziękuję Mężusiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz