A dziś spotykam się z kolegą, który brał udział we wczorajszym półmaratonie mimo mrozu. Kto wie może zamieszczę tu fragmenty naszej rozmowy. Wiem tylko, że miejscami podczas biegu było - 15 stopni. Brrrr
sobota, 23 marca 2013
piątek, 22 marca 2013
Z rozmowy z Jonkiem
"Mamusiu a jak się robi kubek?"
"Mamusiu a jak się robi dzbanek?"
"Mamusiu a jak się robi auto?"
A ja się zastanawiam jak to jest z butami do biegania, co sprawia, że są dobre akurat do biegania. A jak to było z tym pierwszym maratonem. W sumie w głowie mam tylko krótką informację-biegł człowiek na skróty by ostrzec o nadciągającym przeciwniku, przekazał wiadomość, uratował miasto i padł nieżywy. Czy biegł boso czy chociażby w sandałach? Czy biegł z tarczą i oszczepem czy bez żadnego ekwipunku? Jakie były warunki pogodowe? Ile mu to zajęło?
Mój znajomy już jutro bierze udział w półmaratonie ślężańskim, który bynajmniej nie jest biegiem po asfalcie. Czy jest on w połowie tak trudny jak ten pierwszy?
"Mamusiu a jak się robi kubek?"
"Mamusiu a jak się robi dzbanek?"
"Mamusiu a jak się robi auto?"
A ja się zastanawiam jak to jest z butami do biegania, co sprawia, że są dobre akurat do biegania. A jak to było z tym pierwszym maratonem. W sumie w głowie mam tylko krótką informację-biegł człowiek na skróty by ostrzec o nadciągającym przeciwniku, przekazał wiadomość, uratował miasto i padł nieżywy. Czy biegł boso czy chociażby w sandałach? Czy biegł z tarczą i oszczepem czy bez żadnego ekwipunku? Jakie były warunki pogodowe? Ile mu to zajęło?
Mój znajomy już jutro bierze udział w półmaratonie ślężańskim, który bynajmniej nie jest biegiem po asfalcie. Czy jest on w połowie tak trudny jak ten pierwszy?
środa, 20 marca 2013
wtorek, 19 marca 2013
poniedziałek, 18 marca 2013
W piątek dopadła mnie choroba-zapalenie piersi! Sama w domu z dwójką słodziaków na sobie walczyłam z gorączką ponad 39 stopi i z dreszczami. Na szczęście stan zapalny nie był wynikiem zmarznięcia podczas biegania w chłodny dzień. To jest dobra wiadomość.
Kolejna dobra wiadomość to taka, że czuję się z każdym dniem co raz lepiej i może pod koniec tygodnia, o ile zrobi się ciepło i słonecznie, wrócę do biegania.
Póki co muszę na siebie bardzo uważać i nawet się nie gimnastykuję.
Biegające mamy mają czasem bieg pod górkę.
środa, 13 marca 2013
Drugi dzień bez biegania.
Wczoraj nie biegałam bo byłam bezpośrednio po 3 km i chciałam odpocząć.
Dziś opieka nad dziećmi i inne obowiązki rozłożyły mnie na łopatki, w sumie pierwszy raz od niepamiętnych czasów.
Kiedy patrzyłam rano przez okno na śnieg- myślałam sobie- czy mi śnieg nowina? Przecież biegałam już po śniegu. Dziś postaram się wyspać, pozwolę płynom się zregenerować a jutro będę gotowa na kolejne 3 km.
Wczoraj nie biegałam bo byłam bezpośrednio po 3 km i chciałam odpocząć.
Dziś opieka nad dziećmi i inne obowiązki rozłożyły mnie na łopatki, w sumie pierwszy raz od niepamiętnych czasów.
Kiedy patrzyłam rano przez okno na śnieg- myślałam sobie- czy mi śnieg nowina? Przecież biegałam już po śniegu. Dziś postaram się wyspać, pozwolę płynom się zregenerować a jutro będę gotowa na kolejne 3 km.
wtorek, 12 marca 2013
Udało się, udało się! Przebiegłam wczoraj moje pierwsze 3 km !
A oto jak to się zaczęło. O świcie patrzymy z Jonkiem przez okno i o rety śnieg na dachach. Temperatura -4. O nie, jak tu biegać. Do tego czułam się kiepsko. To raczej przełożę bieg na 5 km na inny czas. W końcu muszę uważać na siebie by nie mieć zakwasów i by nie dopuścić do zapalenia piersi bo to może zaszkodzić mamie karmiącej. Jednak w ciągu dnia cały czas biłam się z myślami- biec czy nie biec. I ostatecznie rzutem na taśmę, po 17 wybrałam się w trasę. Nie było jednak czasu na to aby biec daleko, tym bardziej by biec 5 km. Miałam jakieś 25 minut do dyspozycji.
Zdecydowałam się na zrobienie dwa razy mojej trasy na 1,5 km. I pierwsze kółko zrobiłam w czasie 2 minuty szybszym niż ostatnio. Całość zakończyłam w ciągu 21 minut. I tak naprawdę dopiero pod koniec poczułam zmęczenie. Zatem pierwsza 3 za mną i decyzja by jeszcze nieco pobiegać nim podejdę do 5 km. I oczywiście by 5 udało się zrobić w parku/.
A oto jak to się zaczęło. O świcie patrzymy z Jonkiem przez okno i o rety śnieg na dachach. Temperatura -4. O nie, jak tu biegać. Do tego czułam się kiepsko. To raczej przełożę bieg na 5 km na inny czas. W końcu muszę uważać na siebie by nie mieć zakwasów i by nie dopuścić do zapalenia piersi bo to może zaszkodzić mamie karmiącej. Jednak w ciągu dnia cały czas biłam się z myślami- biec czy nie biec. I ostatecznie rzutem na taśmę, po 17 wybrałam się w trasę. Nie było jednak czasu na to aby biec daleko, tym bardziej by biec 5 km. Miałam jakieś 25 minut do dyspozycji.
Zdecydowałam się na zrobienie dwa razy mojej trasy na 1,5 km. I pierwsze kółko zrobiłam w czasie 2 minuty szybszym niż ostatnio. Całość zakończyłam w ciągu 21 minut. I tak naprawdę dopiero pod koniec poczułam zmęczenie. Zatem pierwsza 3 za mną i decyzja by jeszcze nieco pobiegać nim podejdę do 5 km. I oczywiście by 5 udało się zrobić w parku/.
poniedziałek, 11 marca 2013
Dziś jestem nieco połamana, niewyspana jeszcze po nocy z soboty na niedzielę, kiedy to od 01:45 do bladego świtu chodziłam od jednego słodziaka do drugiego by tulić, karmić i usypiać, siedząc na podłodze, wisząc na skraju łóżeczka.
Trasę na moją dzisiejszą 5 mam już wybraną, choć nie przebiega ona przez park to wydaje się całkiem przyjemna przynajmniej w jednej części. Wierzę, że się uda.
Trasę na moją dzisiejszą 5 mam już wybraną, choć nie przebiega ona przez park to wydaje się całkiem przyjemna przynajmniej w jednej części. Wierzę, że się uda.
Ja- Digger [żółta koparka], on-Chuck [ pomysłowa wywrotka wyścigówka]. Ja w butach Pumy, on na rowerku biegowym. Razem tak rodzinnie po parku biegaliśmy w niedzielne popołudnie przez dobre 20 minut. Jesteśmy naprawdę zgraną ekipą. A na koniec, po biegu- "Zderzaki w górę! Przyjaciele na zawsze!".
Jak dotąd był to najcudowniejszy bieg.
Oczywiście, wielkie podziękowania dla Barteczka i Kluski, bez których taki bieg by nie mógł się odbyć.
Jak dotąd był to najcudowniejszy bieg.
Oczywiście, wielkie podziękowania dla Barteczka i Kluski, bez których taki bieg by nie mógł się odbyć.
sobota, 9 marca 2013
W ramach przygotowań do poniedziałkowej 5 wczoraj zrobiłam 1,5 km [dom-Zachodnia-Kościół Chrystusa Króla-Czarnieckiego- dom] z czasem może średnim (ok 11 min) ale moim, więc przez to dobrym. Odległość zmierzyliśmy jadąc później trasą samochodem.
Spotkałam też wczoraj, zupełnie przypadkowo- maratończyka, który dał mi taką oto radę. Aby przygotować się do maratonu trzeba zwiększać stopniowo dystans, tj. 2-3 km miesięcznie.
Wciąż jeszcze nie wybrałam trasy poniedziałkowej. Wiem tylko, że po prostu musi to być park.
A może ktoś zna przyjemną trasę na zrobienie 5 km?
Spotkałam też wczoraj, zupełnie przypadkowo- maratończyka, który dał mi taką oto radę. Aby przygotować się do maratonu trzeba zwiększać stopniowo dystans, tj. 2-3 km miesięcznie.
Wciąż jeszcze nie wybrałam trasy poniedziałkowej. Wiem tylko, że po prostu musi to być park.
A może ktoś zna przyjemną trasę na zrobienie 5 km?
piątek, 8 marca 2013
Moje pierwsze wspomnienie poczucia szczęścia przy bieganiu wiąże się z bieganiem po szkolnych korytarzach. A zaraz potem wakacje w Hiszpanii i bieg po plaży. Początkowo w grupie, a potem tylko ja piasek i powietrze.
Czasem brakuje mi tego poczucia wolności i euforii, poczucia, że latam.
Klaustrofobicznie zamknięci w betonie wyniszczamy swe zmysły, dobrowolnie podcinamy sobie skrzydła. Ten kto kocha przestrzeń i bieganie, wie co mam na myśli.
Czasem brakuje mi tego poczucia wolności i euforii, poczucia, że latam.
Klaustrofobicznie zamknięci w betonie wyniszczamy swe zmysły, dobrowolnie podcinamy sobie skrzydła. Ten kto kocha przestrzeń i bieganie, wie co mam na myśli.
Bieganie w deszczu jest cudowne. Biegłam, czułam krople na policzkach i zupełnie zapomniałam, że biegnę wzdłuż ulicy, że jest hałas... Kocham wiosnę.
Biegło mi się całkiem dobrze od Stacji Wrocław Mikołajów Zachodnią do Kościoła Chrystusa Króla przy ul. Młodych Techników i Czarnieckiego do domu.
Mam dwie obserwacje-ruch rękami niezwykle wpływa na jakość biegania, a po drugie znacznie łatwiej biegło mi się w drodze powrotnej a to oznacza, że pora na znacznie dłuższy dystans, czyli 5 km. Myślę, że poniedziałek będzie dobrym dniem. Trzeba tylko ustalić miejsce i tak wszystko wykombinować by Barteczek był w tym czasie z dziećmi. Tylko ile czasu przewidzieć na taki dystans?
Miło by było by i aura była sprzyjająca. W przeciwnym wypadku będę musiała czekać do następnego poniedziałku.
Myślę sobie o profesjonalnej rozgrzewce i o zgłębieniu anatomii, bo przecież wiedza o tym, które mięśnie za co są odpowiedzialne może okazać się bezcenna. Tymczasem już w Święta kochana Ajeczka przygotuje dla mnie wymarzoną profesjonalną rozgrzewkę. Oczywiście podzielę się. Póki co staram się gimnastykować każdego dnia- nawyk wciąż jest w fazie wdrażania i zdarza mi się zupełnie zapomnieć o tym. Dbam o to by począwszy od głowy po stopy rozgrzewać się idąc właśnie w tym kierunku. A kiedy nie mam czasu na rozgrzewkę, bo akurat jest czas na moje 15 minut, po prostu idę w jedną stronę, a potem biegnę.
Biegło mi się całkiem dobrze od Stacji Wrocław Mikołajów Zachodnią do Kościoła Chrystusa Króla przy ul. Młodych Techników i Czarnieckiego do domu.
Mam dwie obserwacje-ruch rękami niezwykle wpływa na jakość biegania, a po drugie znacznie łatwiej biegło mi się w drodze powrotnej a to oznacza, że pora na znacznie dłuższy dystans, czyli 5 km. Myślę, że poniedziałek będzie dobrym dniem. Trzeba tylko ustalić miejsce i tak wszystko wykombinować by Barteczek był w tym czasie z dziećmi. Tylko ile czasu przewidzieć na taki dystans?
Miło by było by i aura była sprzyjająca. W przeciwnym wypadku będę musiała czekać do następnego poniedziałku.
Myślę sobie o profesjonalnej rozgrzewce i o zgłębieniu anatomii, bo przecież wiedza o tym, które mięśnie za co są odpowiedzialne może okazać się bezcenna. Tymczasem już w Święta kochana Ajeczka przygotuje dla mnie wymarzoną profesjonalną rozgrzewkę. Oczywiście podzielę się. Póki co staram się gimnastykować każdego dnia- nawyk wciąż jest w fazie wdrażania i zdarza mi się zupełnie zapomnieć o tym. Dbam o to by począwszy od głowy po stopy rozgrzewać się idąc właśnie w tym kierunku. A kiedy nie mam czasu na rozgrzewkę, bo akurat jest czas na moje 15 minut, po prostu idę w jedną stronę, a potem biegnę.
środa, 6 marca 2013
Zabawna sytuacja miała miejsce podczas mojego porannego biegu do kancelarii. "Mój szef" widział ze swego auta jak biegam (czysty przypadek) i...... mierzył mi czas. Wyszło, że biegnę jakieś 10-11 km/h. Całkiem całkiem.
Droga była ok choć ucieszyło mnie, że złapały mnie światła bo akurat zaczęły mnie boleć łydki, więc takie truchtanie w miejscu było jak znalazł. Potem godzinna przerwa i w drogę! Biegło się wspaniale i o wiele lepiej i łatwiej, lżej niż z domu, w pierwszą stronę. Może to jest tak, że im dłużej się biegnie to ciało się bardziej rozkręca i większą jeszcze przyjemność z biegu odczuwając dalej i dłużej biec może.
Co do wprowadzania nawyku gimnastyki dwa razy dziennie, to dziś było ciężko. O ile bowiem Jaśminka zasnęła standardowo bez problemów po 19, o tyle Jonuś oświadczył, że spać nie potrzebuje. I rzeczywiście-te same książeczki czytaliśmy po kilka razy w wersjach- klasycznej od początku do końca, na opak-od końca do początku, oraz od ciekawego obrazka do końca i nietypowo- pod kołdrą schowani. Trwało to tak długo, że nawet nie wiem kiedy zasnęliśmy razem. Łóżeczko 120x60 spokojnie jest w stanie pomieścić naszą dwójkę, ba nawet i z Kluską się mieścimy. Obudził mnie dopiero Barteczek o 23.
Po maratonie książeczkowym miałam tylko jedną myśl w głowie- spać! mam w nosie gimnastykę, porządki. Jedna myśl jednak mnie trzymała- pranie czekające w pralce na rozwieszenie. Pomogło! Udało mi się pogimnastykować i nawet troszkę czasu poświęcić na inne obowiązki. Tyle tylko, że zrobiło się tak późno, że płyny już mi się nie zregenerują. By się zregenerowały trzeba położyć się i zasnąć przed 24. Tym razem się nie udało.A jutro czeka mnie praca od świtu i być może nagroda w postaci porannego biegania.
Droga była ok choć ucieszyło mnie, że złapały mnie światła bo akurat zaczęły mnie boleć łydki, więc takie truchtanie w miejscu było jak znalazł. Potem godzinna przerwa i w drogę! Biegło się wspaniale i o wiele lepiej i łatwiej, lżej niż z domu, w pierwszą stronę. Może to jest tak, że im dłużej się biegnie to ciało się bardziej rozkręca i większą jeszcze przyjemność z biegu odczuwając dalej i dłużej biec może.
Co do wprowadzania nawyku gimnastyki dwa razy dziennie, to dziś było ciężko. O ile bowiem Jaśminka zasnęła standardowo bez problemów po 19, o tyle Jonuś oświadczył, że spać nie potrzebuje. I rzeczywiście-te same książeczki czytaliśmy po kilka razy w wersjach- klasycznej od początku do końca, na opak-od końca do początku, oraz od ciekawego obrazka do końca i nietypowo- pod kołdrą schowani. Trwało to tak długo, że nawet nie wiem kiedy zasnęliśmy razem. Łóżeczko 120x60 spokojnie jest w stanie pomieścić naszą dwójkę, ba nawet i z Kluską się mieścimy. Obudził mnie dopiero Barteczek o 23.
Po maratonie książeczkowym miałam tylko jedną myśl w głowie- spać! mam w nosie gimnastykę, porządki. Jedna myśl jednak mnie trzymała- pranie czekające w pralce na rozwieszenie. Pomogło! Udało mi się pogimnastykować i nawet troszkę czasu poświęcić na inne obowiązki. Tyle tylko, że zrobiło się tak późno, że płyny już mi się nie zregenerują. By się zregenerowały trzeba położyć się i zasnąć przed 24. Tym razem się nie udało.A jutro czeka mnie praca od świtu i być może nagroda w postaci porannego biegania.
wtorek, 5 marca 2013
w sprawie biegu
Dziś nie udało się co prawda pobiegać, ale to nie szkodzi, bo jutro mam w planach bieg w obie strony- dom-kancelaria / kancelaria-dom. Poza tym już wiem, że Robert organizuje bieg i chciałabym mu w tym pomóc. Nie udało się nam niestety porozmawiać, choć dzwonił ale jak tu odebrać kiedy dzieci już śpią a w naszym słodkim mieszkaniu brak pomieszczenia, w którym mogłabym rozmawiać nie budząc dzieci. Za to jutro, jutro już obgadamy sprawę.
Jeszcze tylko trochę posprzątam, a potem gimnastyka, choć troszkę mi się nie chce. To jednak kwestia wprowadzania nowych nawyków, więc trzeba nawet i się zmuszać by potem weszło to w krew.
Podobno maratończycy biegają 5: 20, 5:30/ km. Zobaczymy jak mi jutro pójdzie.
Dziś nie udało się co prawda pobiegać, ale to nie szkodzi, bo jutro mam w planach bieg w obie strony- dom-kancelaria / kancelaria-dom. Poza tym już wiem, że Robert organizuje bieg i chciałabym mu w tym pomóc. Nie udało się nam niestety porozmawiać, choć dzwonił ale jak tu odebrać kiedy dzieci już śpią a w naszym słodkim mieszkaniu brak pomieszczenia, w którym mogłabym rozmawiać nie budząc dzieci. Za to jutro, jutro już obgadamy sprawę.
Jeszcze tylko trochę posprzątam, a potem gimnastyka, choć troszkę mi się nie chce. To jednak kwestia wprowadzania nowych nawyków, więc trzeba nawet i się zmuszać by potem weszło to w krew.
Podobno maratończycy biegają 5: 20, 5:30/ km. Zobaczymy jak mi jutro pójdzie.
poniedziałek, 4 marca 2013
Tyle słońca w całym mieście, że grzechem byłoby dziś nie biegać. Udało się ale nie było to proste. Ustaliliśmy z Barteczkiem plan dnia i kiedy już miałam tylko nakarmić Jaśminkę i pobiegać okazało się, że najpierw trzeba zmienić pieluszkę, a kiedy już to zrobiłam i ubierałam Kluskę to nagle okazało się, że posiusiała cały przewijak i ubranka. Trzeba było zabrać się za przebieranie i zakładanie nowej pieluszki. Skoro przewijak był nieczynny to wsadziłam Kluskę do łóżeczka ale okazało się, że ubranko było bardziej mokre niż myślałam, więc kołderkę, na której ją położyłam też trzeba było zmienić. Udało się Kluskę przebrać, zmienić pościel, pora na karmienie. Kiedy już Kluska pojadła- a jada sporo-usłyszałam radosne pur pur. To oznacza tylko jedno- pieluszka do zmiany. W końcu Kluska była gotowa, ale trzeba było zapewnić jej zabawę na matce, tak aby Bareteczek z dwójką nie oszalał ze szczęścia. Aha to może jeszcze dywan odkurzymy...Ostatecznie godzinę później udało się. Tylko nie było już czasu na rozgrzewkę. Dlatego, skoro i tak miałam plecak wypchany, w pierwszą stronę szłam bardzo szybko w ramach rozgrzewki, a do domu wracałam biegiem. Bieganie z plecakiem, nawet pustym, dyndającym na boki nie należy do przyjemności. Za to słońce i podmuch wiosny owszem, choć szkoda, że wzdłuż ulicy.
"Nie ważne jak i gdzie, nie marudź tylko biegnij"-[nieco zmienione hasło z bajki mojego Jonusia Chuck i przyjaciele]
"Nie ważne jak i gdzie, nie marudź tylko biegnij"-[nieco zmienione hasło z bajki mojego Jonusia Chuck i przyjaciele]
sobota, 2 marca 2013
idea biegu dla
Dziś uświadomiłam sobie, że chciałabym zorganizować bieg we Wrocławiu, jeden z tych "biegów dla". W ten prosty sposób można przecież zwrócić uwagę wielu na istotną kwestię W mojej głowie kwestii jest wiele. Siądę z kartką i spiszę wszystkie pomysły. Potrzebuję jednak pomocy osób myślących w ten sam sposób, mających podobne marzenie i kochających bieganie.
Piątek był fajny, bowiem po stresującym czwartku miałam znów swoje 9 minut biegania- lekko i przyjemnie.
Czyli jednak można, mając malutkie dzieci i masę obowiązków na głowie, w ciągu dnia pomiędzy zabawą z dziećmi a ostatnimi momentami dnia znaleźć te cudownie 15 minut wyłącznie dla siebie. 15 minut, na które składa się radość szykowania do biegania, radość wolności w bieganiu i radość powrotu do kochanych osób i radość adrenaliny szumiącej w ciele.
Czyli jednak można, mając malutkie dzieci i masę obowiązków na głowie, w ciągu dnia pomiędzy zabawą z dziećmi a ostatnimi momentami dnia znaleźć te cudownie 15 minut wyłącznie dla siebie. 15 minut, na które składa się radość szykowania do biegania, radość wolności w bieganiu i radość powrotu do kochanych osób i radość adrenaliny szumiącej w ciele.
piątek, 1 marca 2013
Wczoraj starczyło mi sił tylko na gimnastykę, w tym 30 brzuszków. Nie mam pewności czy brzuszki są czymś rozsądnym, bo odkąd biegam (około 3 tygodnie) już dwa razy miałam silne bóle brzucha bliżej nieznanej natury. Tak sobie myślę, że mogły to być zakwasy mięśni na brzuchu. W końcu dwie ciąże zmieniają nieco całe ciało. Do tego przez całe 3 miesiące od cesarki nie wykonywałam absolutnie żadnych ćwiczeń. Zatem będę musiała włożyć nieco więcej wysiłku raz by wrócić do dawnej formy fizycznej oraz by przygotować ciało do ogromnego wysiłku.
Dam radę.
Dam radę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)