środa, 4 grudnia 2013

ogłoszenie dot. najbliższych biegów

  • Ostatni etap cyklu Grand Prix - Żebyś biegał na cały ROCK. Kolejny start, tym razem na 5 km odbędzie się na starcie ścieżki biegowej "Między Mostami". Dla najmłodszych tradycyjnie odbędzie się bieg krasnala. Zrobimy też podsumowanie najlepszych zawodników w całym GP zarówno Open jak i Pro-Run :) więcej na: http://www.pro-run.pl/index.php/artykuly/26-artykuy/353-zebys-biegal-na-caly-rock-etap-4
  • Kolejna ważna impreza odbywa się dzień później na Placu Solnym we Wrocławiu. Będzie to charytatywna sztafeta w ramach akcji Fabryka Świętego Mikołaja. Wystarczy wrzucić datek, pobrać pałeczkę sztafetową i biegać do woli :) Jeżeli wybiegamy 100  km to sponsor wpłaci określona sumę pieniędzy na Wrocławskie Hospicjum Dla Dzieci. Akcja odbywa się w godzinach 11-14 więcej informacji na: http://www.pro-run.pl/index.php/artykuly/26-artykuy/349-pomagamy-hospicjum-dla-dzieci
  • piątek, 31 maja 2013

    Kolejny bieg z pracy za mną.

    I tym razem posiłkowałem się batonem specjalistycznym oraz napojem izo.Trochę wkurza mnie, że faszeruję się jakimś badziewiem i docelowo chcę tankować czyste, naturalne i proste paliwo, ale brakuje mi wiedzy i może wyobraźni,więc sięgam po sprawdzone.
    (A może wystarczyłaby bułka z bananem lub cokolwiek lekkostrawnego?)
    Batona wziąłem dla odmiany waniliowego, ale nie był zbyt smaczny plus jego konsystencja przypomina coś pomiędzy twardą gumą do żucia a równie twardą chałwą.

     Niemniej warto było zjeść to coś gdyż dobrze mi się biegało i zrobiłem trzy bieżnie, z czego pierwsze koło we wcześniejszym spokojnym, acz rozbujanym tempie, drugie szybciej odrobinę, trzecie jeszcze rażniej, a ostatnią prostą wziąłem na zachowawczego maksa. Miło czuć w sobie rezerwy mocy i je wykorzystywać.

    Po takim wysiłku, wracając z bieżni, aby odciążyć ciężkie już mięśnie łyd, próbowałem (musiałem sprawdzić czy "u" zamknięte o zgrozo) różnych metod biegu; bokiem, bokiem z przekładaniem, tyłem i od razu lepiej nóżki się czuły.

    Brakuje mi arbuza.
    Może on jakoś uzależnia?
    Mam zamiar kupować go przez całe wakacje i dłużej, aż zniknie z półek lub z horyzontu porfela.
    Mam zamiar go również jeść.
    Ach arbuzie, kiedy cię znów doświadczę...?


    1 DZIEŃ TRENINGU DO 5 KM [K]

    Aby dobrze przygotować się do 5 km trzeba biegać 3 razy w tygodniu, mam nawet rozpiskę planu na kilka tygodni, tylko te rozpiski są nie dla mnie. Owszem będę biegać 3 razy w tygodniu, ale po swojemu.

    Dziś pierwszy raz w tym tygodniu udało mi się pobiegać rano (krótki, ale szybki bieg-suuuuper) i po pracy (a dokładniej po zjedzeniu obiadu, pobawieniu się z dzidkami, zmywania części pierwszej)- 1,5 km [10 minut]. Czuję, że mogę przebiec tą trasę jeszcze szybciej. Zobaczymy jutro. Tak, jutro i w niedzielę muszę znaleźć czas na bieganie by wyrobić potrzebną obowiązkową normę 3 treningów w tygodniu.

    I jeszcze refleksja dot. biegania z wózkiem, choć zupełnie niemiarodajna. Ostatnio by zdążyć do kancelarii, by być punktualnie pędziłam spory kawałek pchając przed sobą wózek z Dżazą i nie był to wysiłek przyjemny, a raczej był to wysiłek a nie przyjemność. Zupełnie nie idzie w parze wózek z bieganiem. Oczywiście w moim przypadku pod hasłem wózek kryje się tradycyjna gondolka. Może ktoś ma doświadczenie z wózkiem biegowym. Tak czy siak perspektywa biegania i pchania wózka jakiegokolwiek co jakiś czas jest mocno odpychająca. Nie raz już musiałam wracać ze spaceru z Jonusiem na rękach a wózek pchałam drugą ręką pozwalając by toczył się sam, a kiedy ręką już nie mogłam to pchałam wózek biodrem, brzuchem. Uśmiech nie gościł wtedy na mojej twarzy. W jednej gazecie znalazłam mini artykuł na ten temat, gdzie jest zalecenie aby bieg z wózkiem nie trwał więcej niż godzinę. Godzinę?!
    Jeśli Tobie udał się ten wyczyn albo znajdujesz przyjemność w biegu z wózkiem, to bardzo proszę podziel się ze mną swym doświadczeniem.

    K. 


    czwartek, 30 maja 2013

    Dziś rozglądaliśmy się w pełnej sieci za trasami oraz biegami i oto piękne efekty;

    Parkrun
    Kasia znalazła info o bezpłatnych cosobotnich biegach na 5 km (z pomiarem czasu).
    Wrocławskie parki, 9 rano, start cyklu 1 czerwca.
    Normalnie rewelacja! Inne miasta w Ojczyźnie też się w to bawią, w sumie na świecie 240.
    Wstępnie umawiamy się, że będziemy brali udział na zmianę (kwestia dzieci). Pierwszy bieg sobie odpuszczamy. Ja pracuję od 10, poza tym dopiero raczkujemy.

    Smolecka (za)Dyszka
    Znalazłem bieg na 10 km koło Wrocławia, który ma się odbyć 29 czerwca, więc powinno się udać przygotowanie mam nadzieję. Na stronie biegu są linki do planów treningowych (np. na 12 tyg. hehe).
    Cel jest określony. Te piątki w parkach na pewno bardzo się przydadzą.
    Dziś dzień przerwy.

    Myślałem początkowo, że dobrze jest biegać codziennie, ale okazuje się, iż eksperci radzą by najpierw robić to co drugi dzień czy też trzy razy w tygodniu.
    Człowiek się nakręca, chciałby dużo i często, a tu NIE - trza wrzucić na luz. Co w sumie jest fajne, bo miło będzie biegać mając więcej siły. Intuicyjnie wyczuwam, że dobrze byłoby wykorzystać ten czas bezruchu na jakiś inny ruch w temacie biegania, typu strecz, gimnastyka, ale jeszcze nie dotarłem do wiedzy odpowiedniej, więc nic.

    We wcześniejszym numerze  Runner's była lista produktów sprzyjających biegaczom, sportowcom i postanowiłem stopniowo wprowadzać elementy tej układanki w moje chaotyczne życie.
    Zacząłem od buraka. Ponoć biegacze po pieczonym buraku mieli o 5% lepszy wynik na 5 kilosów niż chłopaki z klubu żurawina. Dziś pierwszy raz wziąłem się za tego buraka przy okazji pieczenia batata i muszę przyznać, że zjadliwe. Zalecana dawka 3 w tygodniu, więc życzę wszystkim powodzenia. 
    Dużo łatwiej będzie z konsumpcją kolejnego naturalnego dopalcza - arbuza. Podobno zawarta w nim cytrulina zwiększa wydolność mięśni. Tylko pomyślałem o nim i od razu chętka nań przyszła. Na szczęście jest jeszcze ćwiartka, więc... o tak, nie ma to jak słodki, soczysty arbuz z dołączoną ideologią prorun.

    Następna na widelcu będzie makrela.


    środa, 29 maja 2013

    ncd

    Już po pracy i całe szczęście po drugim biegu.
    Dziś biegło mi się gorzej ale wydłużyłem trasę o jedno okrążenie bieżni (ponoć 330 m), która leży sobie nieopodal naszego lokum. Nie jestem pewien czy to dobra pora na bieganie po zacienionych terenach tejże, gdyż ekipa chybadresów miała lekką imprezkę przy muzyce z auta parę metrów obok.Cieszę się niemniej, że już wiem którędy można na nią wejść i jak to jest po niej biec.Fajnie było poczuć inną, szutrową nawierzchnię.

    Przy okazji bloga przypomnę sobie jak się pisze, bo od wielu lat pisałem głównie smsy z ich porażająco skutecznym olewaniem ortografii. Efekt taki, że musiałem sprawdzić jak się pisze parę.

    Wracając do biegania, to wczoraj w pracy wieczorną porą miałem energetyczny kryzys i wizja biegania wydawała się mocno nieatrakcyjna. A że zależało mi na rozpoczęciu biegania w końcu kiedyś, to poprosiłem o radę z Góry i natchnęło mnie by kupić batona energetycznego, co też uczyniłem (za 9 zeta o zgrozo). Do tego w przypływie szaleństwa lub rozsądku nabyłem izotonik w promocyjnej cenie 3 zeta. Krzepiłem się tymi dobrami i czułem sił napływ. Baton był typu Meal Replacement czyli takie średnio smaczne cudo co to zastąpić może posiłek (ma ileś tam białka, węglowodanów, witamin i innych różnych, za to mało cukru).
    Biegło mi się po tych frykasach przyjemnie. Zacząłem wolno i dzięki temu dobiegłem bez przerwy. Miałem nawet taki moment, że czułem się wyjątkowo lekko, bieg nie sprawiał mi trudności, a wręcz odwrotnie, był bardzo komfortowy, przyjemny. Czułem, że mogę jeszcze długo biegać, ale na szczęście nie poszedłem za tym, bo nie ma co przesadzać. Pewnie z bieganiem jest jak z innymi sprawami typu jedzenie czy śpiewanie, tzn. dobrze jest jeśli po skończonej czynności mamy ciągle mały zapas na więcej.

    Dziś postawiłem na banana i kawałek bułki z masłem orzechowym.
    Było gorzej, jeśli chodzi o siły, ale dałem radę.

    A propos rady to moja rada dla chcących biegać lub robić cokolwiek innego;
    KUP SOBIE MAGAZYN, KSIĄŻKĘ W TEMACIE I SIĘ NAKRĘCAJ !
    Jesteśmy dość prosto skonstruowani pod pewnym względem - myślimy o tym co widzimy. U mnie to działa. Staram się codziennie coś przeczytać o bieganiu mając magazyn pod ręką, więc się nakręcam i eksploduję działaniem, bieganiem :)

    Oswiadczenie


    Tym razem na poważnie, bo i sprawa jest poważna.

    Przeglądając statystyki dotyczące ruchu sieciowego mojego bloga odkryłam, że na stronach internetowych zawierających treści pornograficzne znajdują się odesłania do mojego bloga. Podejmę kroki zmierzające do ustalenia z jakiego komputera dokonane zostały odesłania.

    Wszystkie treści umieszczone na blogu są objęte ochroną prawa autorskiego i nie wyrażam zgody na jakiekolwiek wykorzystywanie całości lub części treści bloga, jak również na zamieszczanie linka bezpośredniego do bloga na stronach pornograficznych.
    Witajcie Kochani Czytelnicy i Wielbiciele !!

    A więc stało się.Piszę bloga z Żoneczką (przecież jesteśmy jednym ciałem w Sakramencie Małżeństwa).
    Pomysł przyszedł mi w trakcie mego inauguracyjnego biegu, który miał miejsce i czas wczoraj późnym wieczorem po pracy.Bieg z pracy do domu to około 2,5 km czyli całkiem ok jak na codzienną porcję wysiłku dla początkującego.
    Biegać się udało gdyż jest odpowiednia motywacja:
    *poprawa formy ,w tym oddechu, przed zbliżającym się przesłuchaniem do chóru
    *nabranie siły,wyprostowanie się
    *ćwiczenie woli, by pokonać swe lenistwo
    *przyzwyczajenie się do wysiłku w celu do celu dotarcia
    *wzięcie udziału w biegu (dziesiątka, półmaraton, maraton)
    *wygranie biegu (to takie niewinne marzenie)

    czas do pracy więc cdn

    Mężuś
    -To co myślisz o moim pomyśle?-pyta Mężuś.
    -Jakim pomyśle?-dopiero się obudziliśmy i czuję się wyrwana z kontekstu i zdziwiona, że pomysłu nie pamiętam.
    -Tym, o którym mówiłem Ci w nocy.-wyjaśnia Mężuś
    -Wiesz, ja nawet nie wiem kiedy wróciłeś do domu.-Czyżby była to rozmowa przez sen?
    -Co myślisz o tym abyśmy razem pisali bloga?-wyjaśnia radośnie Mężuś.

    I co ja o tym myślę? Zdaniem Mężusia to ożywi tego bloga, a poza tym on też zaczął biegać.

    OK, ZGODA.



    poniedziałek, 27 maja 2013

    Na dobry początek dnia

    Mała rozgrzewka poprzedzona kromką ciemnego pieczywa z masełkiem oraz odrobina pysznej zielonej liściastej herbaty, a całość zwieńczona krótkim biegiem do piekarni.

    Tylko, że miał być dziś początek 8 tygodniowego treningu, miał być bieg przez 30 minut. Tylko nie będzie, bo się już nie wyrobię. A miało być tak kolorowo...chyba, że będę biegać w domu przez 30 minut. To jest myśl (nieco klaustrofobiczna)




                                           

    sobota, 25 maja 2013

    Bez przesadensu

    Dzień zaczął się od porannej gimnastyki, w której pomagał mi Dżony i Jasmin. Nie ma to jak dawka endorfin z rana. Potem krótki bieg do piekarni.

    Chciałam, planowałam pobiegać więcej, ale jakoś nie wyszło. Nic nie szkodzi bo od poniedziałku zaczynam 8 tygodniowy trening zgodnie z rozpiską jaką znalazłam. Trzy razy w tygodniu po 30, 40 minut. Po takim treningu powinnam być gotowa do przebiegnięcia 5 km w szybkim tempie. Oczywiście jest też 8 tygodniowy plan na przygotowanie się do 10 km, ale bez przesadensu jak mawiają moi chłopcy.

    środa, 22 maja 2013

    między 3 a 4 km



    A wczoraj mój Mężuś mnie zaskoczył. Rano przy śniadaniu podjął temat biegania, tylko stanęło na tym, że przez próby do spektaklu poza Wrocławiem raczej dopiero w sobotę znów uda mi się pobiegać. Dobre i to pomyślałam. Temat zamknięty, aż tu nagle... Przyjechał po mnie Mężuś z dzieciaczkami abyśmy szybciej razem po mojej pracy byli i mówi do mnie w aucie- Chcesz kanapkę, jest w plecaku. Jasne, że chciałam. Otwieram plecak, a tam oprócz kanapki strój do biegania. Ale NIESPODZIANKA. Zatem bez rozgrzewki, szybko pojechaliśmy do Parku Zachodniego. Znów szybkie przebieranie w aucie i w trasę. Buzi buzi. A ile mam czasu- pytam Mężusia. A on na to, że do 17, czyli jakieś 25 minut. Super.

    Dobrze, gotowa, start. W parku jest trasa oznakowana, ale nie wiem gdzie jest początek, a jestem blisko końca, więc biegnę szukając początku mijając strzałki kierujące mnie w przeciwną stronę i biegaczy biegnących dokładnie w przeciwnym kierunku. Udało mi się dobiec do początku, a kiedy go znalazłam pobiegłam od początku do  powiedzmy końca. Trasa liczy 2 km (dokładnie 1905 m), ale że mój bieg był dziwną plątaniną, ale za to w dobrym całkiem szybkim tempie i biegłam w sumie 20 minut, to myślę, że przebiegłam między 3 a 4 km.

    Mimo, że nie rozciągałam się po biegu, żadnych zakwasów nie mam.

    Dziękuję Mężusiu.

    poniedziałek, 20 maja 2013

    Było super!
    Park Szczytnicki jest piękny i pachnący. Jest tam tyle kolorów i te ptaki- jej. Wszystko warte sfotografowania -marzy mi się fotografowanie kolorów.

    Zaraz po pracy wsiedliśmy w samochód i do parku. W aucie przebrałam się w strój do biegania tylko, że:
    -Jonek zasnął w aucie, a Dżaska nie. Czyli dwa wózki były nam potrzebne. Robiliśmy wiele kółek tak by Dżaska zasnęła, ale ona nie chciała. Potem obudził się Jonek i już zupełnie nie wiedziałam co będzie z bieganiem. Na szczęście mój mały przyjaciel chciał jeździć na rowerku, więc on jeździł a ja biegłam obok. To jest naprawdę fajne rozwiązanie. Po drodze dołączył do nas inny 3-letni rowerzysta biegowy i w tak doborowym towarzystwie biegaliśmy (tj. ja biegłam a oni jeździli) i śmialiśmy się. Było doprawdy wspaniale.
    Plan na dziś- bieganie po pracy w Parku Szczytnickim. Czy się uda?
    Plan na dziś- bieganie po pracy w Parku Szczytnickim. Czy się uda?
    Plan na dziś- bieganie po pracy w Parku Szczytnickim. Czy się uda?

    sobota, 18 maja 2013

    A z tym wczorajszym bieganiem to było tak:

    -To ja pójdę po pieczywo i przy okazji pobiegam.
    -Ale ja lubię mamusie. - płacze Jonek- To tatuś pójdzie po pieczywo, tak?
    -Nie, kochanie, to ja pobiegnę w takim razie tylko do piekarni.
    --No co ty, biegnij ile chcesz.- mówi Mężuś.
    -Nie, nie.-odpowiadam.
    -Czyli Jonek decyduje w naszym życiu o tym co robimy-mówi Mężuś z silnym akcentem.
    -Dobrze, to ja ubieram buty i biegnę, zrobię małe kółko.

    Wychodzę!

    piątek, 17 maja 2013

    Udało mi się w mój ściśle poukładany plan wcisnąć wczoraj bieganie... o godzinie 7 rano.

     Teraz kiedy znów pracuję i muszę każdego dnia ogarnąć: wyprawienie Małego do klubiku (a to oznacza zrobienie drugiego śniadania i obiadu do klubiku dla niego), zrobienie obiadu dla Mężusia i dla siebie do zabrania do pracy, ogarnięcie domu i siebie i to wszystko do godziny 11, ciężko jest znaleźć czas na bieganie. Dlatego też przez pierwsze dwa tygodnie powrotu do pracy bieganie odstawiłam kryjąc się za wymówką (rzeczywistego) zmęczenia oraz faktu, iż jestem pracującą mamą 2 malutkich dzieci, a do tego karmiącą, więc nie można ode mnie zbyt dużo wymagać. Podejrzewam, że jednak lenistwo miało w tym swój udział niemały. W każdym razie bieganie o 7 rano nie jest dobre, bo choć biegło mi się wspaniale- w bardzo szybkim tempie- to bieganie z burczącym brzuchem nie jest rozsądne i przyjemne, zwłaszcza kiedy z mijanej piekarni wydobywają się te cudowne zapachy pieczywa. Zatem teraz będę szukać, szukać innej dogodnej godziny pomiędzy przyjściem a wyjściem, pomiędzy rozpakowywaniem a zapakowywaniem. Wszystko po to aby bieganie nie dołączyło do mojej rozbudowanej listy chciejstw- aktywności, które chciałabym podjąć, ale z bliżej nie znanych powodów nie mogę z nimi przejść do etapu- robię.

    niedziela, 12 maja 2013

    Jeśli chcecie to opowiem wam bajkę. Dawno, dawno temu były sobie drzewa. Nie chciały by była burza. I przyszła burza z piorunami i się bały.
    [Jonek]

    A co z tym moim bieganiem?

    Ostatnio był bieg z PIT-em do US.

    poniedziałek, 15 kwietnia 2013

    sobota, 23 marca 2013

    A dziś spotykam się z kolegą, który brał udział we wczorajszym półmaratonie mimo mrozu. Kto wie może zamieszczę tu fragmenty naszej rozmowy. Wiem tylko, że miejscami podczas biegu było - 15 stopni. Brrrr


    piątek, 22 marca 2013

    Z rozmowy z Jonkiem

    "Mamusiu a jak się robi kubek?"
    "Mamusiu a jak się robi dzbanek?"
    "Mamusiu a jak się robi auto?"

    A ja się zastanawiam jak to jest z butami do biegania, co sprawia, że są dobre akurat do biegania. A jak to było  z tym pierwszym maratonem. W sumie w głowie mam tylko krótką informację-biegł człowiek na skróty by ostrzec o nadciągającym przeciwniku, przekazał wiadomość, uratował miasto i padł nieżywy. Czy biegł boso czy chociażby w sandałach? Czy biegł z tarczą i oszczepem czy bez żadnego ekwipunku? Jakie były warunki pogodowe? Ile mu to zajęło?
    Mój znajomy już jutro bierze udział w półmaratonie ślężańskim, który bynajmniej nie jest biegiem po asfalcie. Czy jest on w połowie tak trudny jak ten pierwszy?

    środa, 20 marca 2013

    Dziś tylko mój mały sportowiec biegał po parku na rowerku biegowym. Ja wciąż jestem zbyt słaba. Jednak kiedy już będę zdrowa to będę biec w stronę 5 km.

    wtorek, 19 marca 2013

    Jak mawia mój Jonuś [po kikanaście razy na dzień] przykro mi, że nie mogę biegać. Ale za to mogę poświęcić więcej czasu na szukanie wyjątkowych tras do biegania.

    poniedziałek, 18 marca 2013

    W piątek dopadła mnie choroba-zapalenie piersi! Sama w domu z dwójką słodziaków na sobie walczyłam z gorączką ponad 39 stopi i z dreszczami. Na szczęście stan zapalny nie był wynikiem zmarznięcia podczas biegania w chłodny dzień. To jest dobra wiadomość. 

    Kolejna dobra wiadomość to taka, że czuję się z każdym dniem co raz lepiej i może pod koniec tygodnia, o ile zrobi się ciepło i słonecznie, wrócę do biegania.

    Póki co muszę na siebie bardzo uważać i nawet się nie gimnastykuję. 

    Biegające mamy mają czasem bieg pod górkę.

    środa, 13 marca 2013

    Drugi dzień bez biegania.

    Wczoraj nie biegałam bo byłam bezpośrednio po 3 km i chciałam odpocząć.
    Dziś opieka nad dziećmi i inne obowiązki rozłożyły mnie na łopatki, w sumie pierwszy raz od niepamiętnych czasów.

    Kiedy patrzyłam rano przez okno na śnieg- myślałam sobie- czy mi śnieg nowina? Przecież biegałam już po śniegu. Dziś postaram się wyspać, pozwolę płynom się zregenerować  a jutro będę gotowa na kolejne 3 km.

    wtorek, 12 marca 2013

    Udało się, udało się! Przebiegłam wczoraj moje pierwsze 3 km !

    A oto jak to się zaczęło. O świcie patrzymy z Jonkiem przez okno i o rety śnieg na dachach. Temperatura -4. O nie, jak tu biegać. Do tego czułam się kiepsko. To raczej przełożę bieg na 5 km na inny czas. W końcu muszę uważać na siebie by nie mieć zakwasów i by nie dopuścić do zapalenia piersi bo to może zaszkodzić mamie karmiącej. Jednak w ciągu dnia cały czas biłam się z myślami- biec czy nie biec. I ostatecznie rzutem na taśmę, po 17 wybrałam się w trasę. Nie było jednak czasu na to aby biec daleko, tym bardziej by biec 5 km. Miałam jakieś 25 minut do dyspozycji.

    Zdecydowałam się na zrobienie dwa razy mojej trasy na 1,5 km. I pierwsze kółko zrobiłam w czasie 2 minuty szybszym niż ostatnio. Całość zakończyłam w ciągu 21 minut. I tak naprawdę dopiero pod koniec poczułam zmęczenie. Zatem pierwsza 3 za mną i decyzja by jeszcze nieco pobiegać nim podejdę do 5 km. I oczywiście by 5 udało się zrobić w parku/.

    poniedziałek, 11 marca 2013

    Dziś jestem nieco połamana, niewyspana jeszcze po nocy z soboty na niedzielę, kiedy to od 01:45  do bladego świtu chodziłam od jednego słodziaka do drugiego by tulić, karmić i usypiać, siedząc na podłodze, wisząc na skraju łóżeczka.

    Trasę na moją dzisiejszą 5 mam już wybraną, choć nie przebiega ona przez park to wydaje się całkiem przyjemna przynajmniej w jednej części. Wierzę, że się uda.
    Ja- Digger [żółta koparka], on-Chuck [ pomysłowa wywrotka wyścigówka]. Ja w butach Pumy, on na rowerku biegowym. Razem tak rodzinnie po parku biegaliśmy w niedzielne popołudnie przez dobre 20 minut. Jesteśmy naprawdę zgraną ekipą. A na koniec, po biegu- "Zderzaki w górę! Przyjaciele na zawsze!".

    Jak dotąd był to najcudowniejszy bieg.

    Oczywiście, wielkie podziękowania dla Barteczka i Kluski, bez których taki bieg by nie mógł się odbyć.

    sobota, 9 marca 2013

    W ramach przygotowań do poniedziałkowej 5 wczoraj zrobiłam 1,5 km [dom-Zachodnia-Kościół Chrystusa Króla-Czarnieckiego- dom] z czasem może średnim (ok 11 min) ale moim, więc przez to dobrym. Odległość zmierzyliśmy jadąc później trasą samochodem.

    Spotkałam też wczoraj, zupełnie przypadkowo- maratończyka, który dał mi taką oto radę. Aby przygotować się do maratonu trzeba zwiększać stopniowo dystans, tj. 2-3 km miesięcznie.

    Wciąż jeszcze nie wybrałam trasy poniedziałkowej. Wiem tylko, że po prostu musi to być park.

    A może ktoś zna przyjemną trasę na zrobienie 5 km?

    piątek, 8 marca 2013

    Moje pierwsze wspomnienie poczucia szczęścia przy bieganiu wiąże się z bieganiem po szkolnych korytarzach. A zaraz potem wakacje w Hiszpanii i bieg po plaży. Początkowo w grupie, a potem tylko ja piasek i powietrze.

    Czasem brakuje mi tego poczucia wolności i euforii, poczucia, że latam.

     Klaustrofobicznie  zamknięci w betonie wyniszczamy swe zmysły, dobrowolnie podcinamy sobie skrzydła. Ten kto kocha przestrzeń i bieganie, wie co mam na myśli.
    Bieganie w deszczu jest cudowne. Biegłam, czułam krople na policzkach i zupełnie zapomniałam, że biegnę wzdłuż ulicy, że jest hałas... Kocham wiosnę.

    Biegło mi się całkiem dobrze od Stacji Wrocław Mikołajów Zachodnią do Kościoła Chrystusa Króla przy ul. Młodych Techników i Czarnieckiego do domu.

    Mam dwie obserwacje-ruch rękami niezwykle wpływa na jakość biegania, a po drugie znacznie łatwiej biegło mi się w drodze powrotnej a to oznacza, że pora na znacznie dłuższy dystans, czyli 5 km. Myślę, że poniedziałek będzie dobrym dniem. Trzeba tylko ustalić miejsce i tak wszystko wykombinować by Barteczek był w tym czasie z dziećmi. Tylko ile czasu przewidzieć na taki dystans?

     Miło by było by i aura była sprzyjająca. W przeciwnym wypadku będę musiała czekać do następnego poniedziałku.

    Myślę sobie o profesjonalnej rozgrzewce i o zgłębieniu anatomii, bo przecież wiedza o tym, które mięśnie za co są odpowiedzialne może okazać się bezcenna. Tymczasem już w Święta kochana Ajeczka przygotuje dla mnie wymarzoną profesjonalną rozgrzewkę. Oczywiście podzielę się. Póki co staram się gimnastykować każdego dnia- nawyk wciąż jest w fazie wdrażania i zdarza mi się zupełnie zapomnieć o tym. Dbam o to by począwszy od głowy po stopy rozgrzewać się idąc właśnie w tym kierunku. A kiedy nie mam czasu na rozgrzewkę, bo akurat jest czas na moje 15 minut, po prostu idę w jedną stronę, a potem biegnę.

    środa, 6 marca 2013

    Zabawna sytuacja miała miejsce podczas mojego porannego biegu do kancelarii. "Mój szef" widział ze swego auta jak biegam (czysty przypadek) i...... mierzył mi czas. Wyszło, że biegnę jakieś 10-11 km/h. Całkiem całkiem.

    Droga  była ok choć ucieszyło mnie, że złapały mnie światła bo akurat zaczęły mnie boleć łydki, więc takie truchtanie w miejscu było jak znalazł. Potem godzinna przerwa  i w drogę! Biegło się wspaniale i o wiele lepiej i łatwiej, lżej niż z domu, w pierwszą stronę. Może to jest tak, że im dłużej się biegnie to ciało się bardziej rozkręca i większą jeszcze przyjemność z biegu odczuwając dalej i dłużej biec może.

    Co do wprowadzania nawyku gimnastyki dwa razy dziennie, to dziś było ciężko. O ile bowiem Jaśminka zasnęła standardowo bez problemów po 19, o tyle Jonuś oświadczył, że spać nie potrzebuje. I rzeczywiście-te same książeczki czytaliśmy po kilka razy w wersjach- klasycznej od początku do końca, na opak-od końca do początku, oraz od ciekawego obrazka do końca i nietypowo- pod kołdrą schowani. Trwało to tak długo, że nawet nie wiem kiedy zasnęliśmy razem. Łóżeczko 120x60 spokojnie jest w stanie pomieścić naszą dwójkę, ba nawet i z Kluską się mieścimy. Obudził mnie dopiero Barteczek o 23.
     Po maratonie książeczkowym miałam tylko jedną myśl w głowie- spać! mam w nosie gimnastykę, porządki. Jedna myśl jednak mnie trzymała- pranie czekające w pralce na rozwieszenie. Pomogło!  Udało mi się pogimnastykować i nawet troszkę czasu poświęcić na inne obowiązki. Tyle tylko, że zrobiło się tak późno, że płyny już mi się nie zregenerują. By się zregenerowały trzeba położyć się i zasnąć przed 24. Tym razem się nie udało.A jutro czeka mnie praca od świtu i być może nagroda w postaci porannego biegania.

    wtorek, 5 marca 2013

    w sprawie biegu
    Dziś nie udało się co prawda pobiegać, ale to nie szkodzi, bo jutro mam w planach bieg w obie strony- dom-kancelaria / kancelaria-dom. Poza tym już wiem, że Robert organizuje bieg i chciałabym mu w tym pomóc. Nie udało się nam niestety porozmawiać, choć dzwonił ale jak tu odebrać kiedy dzieci już śpią a w naszym słodkim mieszkaniu brak pomieszczenia, w którym mogłabym rozmawiać nie budząc dzieci. Za to jutro, jutro już obgadamy sprawę.

    Jeszcze tylko trochę posprzątam, a potem gimnastyka, choć troszkę mi się nie chce. To jednak kwestia wprowadzania nowych nawyków, więc trzeba nawet i się zmuszać by potem weszło to w krew.

    Podobno maratończycy biegają 5: 20, 5:30/ km. Zobaczymy jak mi jutro pójdzie.

    poniedziałek, 4 marca 2013

    Ciało mówi trochę już późno.
    Serce mówi, może nieco gimnastyki?
    Rozmów mówi, trzeba jeszcze poświęcić czas na inne obowiązki.

    Kogo słuchać, skoro to wszystko moje?
    Tyle słońca w całym mieście, że grzechem byłoby dziś nie biegać. Udało się ale nie było to proste. Ustaliliśmy z Barteczkiem plan dnia i kiedy już miałam tylko nakarmić Jaśminkę i pobiegać okazało się, że najpierw trzeba zmienić pieluszkę, a kiedy już to zrobiłam i ubierałam Kluskę to nagle okazało się, że posiusiała cały przewijak i ubranka. Trzeba było zabrać się za przebieranie i zakładanie nowej pieluszki. Skoro przewijak był nieczynny to wsadziłam Kluskę do łóżeczka ale okazało się, że ubranko było bardziej mokre niż myślałam, więc kołderkę, na której ją położyłam też trzeba było zmienić. Udało się Kluskę przebrać, zmienić pościel, pora na karmienie. Kiedy już Kluska pojadła- a jada sporo-usłyszałam radosne pur pur. To oznacza tylko jedno- pieluszka do zmiany. W końcu Kluska była gotowa, ale trzeba było zapewnić jej zabawę na matce, tak aby Bareteczek z dwójką nie oszalał ze szczęścia. Aha to może jeszcze dywan odkurzymy...Ostatecznie godzinę później udało się. Tylko nie było już czasu na rozgrzewkę. Dlatego, skoro i tak miałam plecak wypchany, w pierwszą stronę szłam bardzo szybko w ramach rozgrzewki, a do domu wracałam biegiem. Bieganie z plecakiem, nawet pustym, dyndającym na boki nie należy do przyjemności. Za to słońce i podmuch wiosny owszem, choć szkoda, że wzdłuż ulicy.

    "Nie ważne jak i gdzie, nie marudź tylko biegnij"-[nieco zmienione hasło z bajki mojego Jonusia Chuck i przyjaciele]
    Plan na dziś- bieg   i rozmowa z Robertem w sprawie organizacji biegu w czerwcu we Wrocławiu...
    Niedziela, 21:15- czas na gimnastykę, taką krótką aby choćby się porozciągać i zrobić brzuszki. Tak, brzuszki są niezbędne. I potem do spania.

    sobota, 2 marca 2013


    idea biegu dla

    Dziś uświadomiłam sobie, że chciałabym zorganizować bieg we Wrocławiu, jeden z tych "biegów dla". W ten prosty sposób można przecież zwrócić uwagę wielu na istotną kwestię W mojej głowie kwestii jest wiele. Siądę z kartką i spiszę wszystkie pomysły. Potrzebuję jednak pomocy osób myślących w ten sam sposób, mających podobne marzenie i kochających bieganie.
    Piątek był fajny, bowiem po stresującym czwartku miałam znów swoje 9 minut biegania- lekko i przyjemnie.
    Czyli jednak można, mając malutkie dzieci i masę obowiązków na głowie,  w ciągu dnia pomiędzy zabawą z dziećmi a ostatnimi momentami dnia znaleźć te cudownie 15 minut wyłącznie dla siebie. 15 minut, na które składa się radość szykowania do biegania, radość wolności w bieganiu i radość powrotu do kochanych osób i radość adrenaliny szumiącej w ciele.

    piątek, 1 marca 2013

    Wczoraj starczyło mi sił tylko na gimnastykę, w tym 30 brzuszków. Nie mam pewności czy brzuszki są czymś rozsądnym, bo odkąd biegam (około 3 tygodnie) już dwa razy miałam silne bóle brzucha bliżej nieznanej natury. Tak sobie myślę, że mogły to być zakwasy mięśni na brzuchu. W końcu dwie ciąże zmieniają nieco całe ciało. Do tego przez całe 3 miesiące od cesarki nie wykonywałam absolutnie żadnych ćwiczeń. Zatem będę musiała włożyć nieco więcej wysiłku raz by wrócić do dawnej formy fizycznej oraz by przygotować ciało do ogromnego wysiłku.

    Dam radę.
    Podobno aby przebiec maraton trzeba biegać około 60 km tygodniowo :)

    czwartek, 28 lutego 2013

    Smutny jest dzień bez biegania!

     Barteczek wychodzi na spektakl.

    Ciało marzy o śnie, duch chciałby choć na koniec tak stresującego dnia choćby kilka ćwiczeń wykonać, choćby 5 minut biegu w miejscu, cichutko koło łóżeczka Jaśminki. Zobaczymy...

    środa, 27 lutego 2013

    Zaraz po 7 rano rozgrzewka wraz z Barteczkiem-duża porcja śmiechu. A potem pierwsze bieganie po tygodniowej przerwie. Z domu do Spartana na Zachodniej, tam jedno kółko. Poczułam, o zgrozo lekkie zmęczenie, na szczęście duch zwyciężył ciało i pobiegłam dalej prosto do Astry.

    Łącznie 9 minut.

    wtorek, 26 lutego 2013

    26 lutego 2013 roku

    Buty pumy, zwykły niebieski dres i w drogę...

    Od jutra zaczynam nowy cykl biegania a celem jest jeden z tych małych maratonów 5 albo 10 km jeszcze w tym roku.

    Jestem mamą dwójki maluszków i tak w 4 miesiące po porodzie  chcę biegać.