poniedziałek, 4 marca 2013

Tyle słońca w całym mieście, że grzechem byłoby dziś nie biegać. Udało się ale nie było to proste. Ustaliliśmy z Barteczkiem plan dnia i kiedy już miałam tylko nakarmić Jaśminkę i pobiegać okazało się, że najpierw trzeba zmienić pieluszkę, a kiedy już to zrobiłam i ubierałam Kluskę to nagle okazało się, że posiusiała cały przewijak i ubranka. Trzeba było zabrać się za przebieranie i zakładanie nowej pieluszki. Skoro przewijak był nieczynny to wsadziłam Kluskę do łóżeczka ale okazało się, że ubranko było bardziej mokre niż myślałam, więc kołderkę, na której ją położyłam też trzeba było zmienić. Udało się Kluskę przebrać, zmienić pościel, pora na karmienie. Kiedy już Kluska pojadła- a jada sporo-usłyszałam radosne pur pur. To oznacza tylko jedno- pieluszka do zmiany. W końcu Kluska była gotowa, ale trzeba było zapewnić jej zabawę na matce, tak aby Bareteczek z dwójką nie oszalał ze szczęścia. Aha to może jeszcze dywan odkurzymy...Ostatecznie godzinę później udało się. Tylko nie było już czasu na rozgrzewkę. Dlatego, skoro i tak miałam plecak wypchany, w pierwszą stronę szłam bardzo szybko w ramach rozgrzewki, a do domu wracałam biegiem. Bieganie z plecakiem, nawet pustym, dyndającym na boki nie należy do przyjemności. Za to słońce i podmuch wiosny owszem, choć szkoda, że wzdłuż ulicy.

"Nie ważne jak i gdzie, nie marudź tylko biegnij"-[nieco zmienione hasło z bajki mojego Jonusia Chuck i przyjaciele]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz